sklejka

Stolarka na poprawę humoru

Mój narzeczon, jak zwykłam nazywać swojego współlokatora, jest pasjonatem stolarzem. Kocha prace w drewnie. I wyrobach drewnopodobnych. W ogóle jest artystą, ma duszę twórcy. Jeśli nie ma żadnego zlecenia, albo ma ich mało i tak spędza w swoim warsztacie całe dnie. Lubię gdy tak robi. Wtedy cały dzień mam spokój, nikt nie zajmuje mi łazienki, nie podrzuca brydnych naczyń do zmywania, a gdy wraca jest w tak dobrym nastroju, że robi mi świetną herbatę. Nikt nie potrafi zrobić takiej herbaty jak on w dobrym humorze. I ten zapach świeżo ciętego drewna, którym cały nasiąka. Po idealnym dniu idealny wieczór. Żeby nie było, jest bardzo dobry w stolarce. Oztatnio zrobił komodę do mojego pokoju. Kupiłam formatki meblowe, jak kazał, kupiłam też płyty pilśniowe, ponownie jak kazał. Cała szczęśliwa wróciłam z tych trudnych dla mnie zakupów, gdzie musiałam kupić coś o czym nie mam pojęcia i dumna z siebie pokazuję mu swoje nabytki, na co on jedynie zapytał z pełnią powagi na twarzy: A Sklejka gdzie?. Miałam ochotę usiąść i się załamać taką reakcją, ale tylko do momentu, gdy zaczął się śmiać. Ponoć miałam nieziemsko załamaną minę. Aż żałuję, że sama jej nie widziałam.